Chciałbym zapytać was co sądzicie o rozdaniu, które dzisiaj mnie wyeliminowało z turnieju. Był to freeroll na paradise poker jeszcze w początkowej fazie turnieju. Początkowy stack 1500. Blindy 50/100. Byłbym wdzięczny za wytknięcie ewentualnych błędów. Z góry przepraszam jeżeli zapis jest nieczytelny.
Mój stack wynosi 2510. Siedzę na CO (jedno miejsce przed buttonem) i dostaję do ręki 4pik i 6trefl. Gracz A (stack 1115) siedzący na UTG+1 sprawdza (limpuje?). Następni gracze pasują. Ja również sprawdzam (chyba należało podbić, jednak z taką kartą bałem się angażować większą liczbę żetonów - błąd?). SB (stack 2515) sprawdza i BB (stack 1275) czeka czyli we 4 oglądamy flop. Na flopie spada 6karo, 7karo, 7pik. Wszyscy po kolei call a ja stawiam zakład 500. BB i UTG+1 pasują a SB sprawdza. Na turn spada 7 trefl i niewiele się zastanawiając dałem all in a SB sprawdził. Villain pokazuje J 10 karo. Na river przychodzi czwarta 7 i odpadam, bo przeciwnik miał wyższego kickera.
Teraz moje przemyślenia. Do zakwestionowania jest ręka, z którą wszedłem. Pozycja nienajgorsza jednak 46o to dosyć słabe karty startowe. Limp też chyba można uznać za błąd, jednak grając freerolle wiele osób gra strasznie loose, więc pomyślałem, że raise w takiej sytuacji na niewiele by się zdał i tylko mogłem zmarnować żetony w razie niekorzystnego flopu. Tutaj zachodzi kwestia co chciałem osiągnąć oglądając flop z takimi kartami. Szczerze mówiąc sam nie wiem, chyba to tylko moja czutka

. Jedynie gdyby flop był typu 925 rainbow, mógłbym spróbować blefu (chyba). Dalej podbicie po flopie chyba prawidłowe, zmuszające do spasowania swoich kart przez 2 graczy. Potem to już zwykły niefart.
Zachęcam do analizy i skorygowania moich przemyśleń. Jestem początkujący i jeszcze wiele nauki przede mną ;p.